Niszczenie własnego miasta i plądrowanie przedsiębiorców z regionu wydaje się absolutnie nie do pomyślenia tam, gdzie ludzie czują się społecznością i chcą wspólnie dbać o swoją przyszłość oraz kolejne pokolenia. Jednak patrząc na przekazy medialne z ostatnich lat widać wyraźnie, że społeczeństwo liberalne nigdy nie było tak podzielone jak ostatnio – kłopotem nie są już tylko różnice kulturowe, językowe czy rasowe, ale coraz częściej po prostu różnice polityczne. Polityka staje się coraz bardziej konfliktowa i roszczeniowa i grupy wspierające jedno ugrupowanie polityczne potrafią wyjątkowo ostro rywalizować z polityczną opozycją. Miasta natomiast stają się główną areną tychże konfliktów, co jest całkowicie zrozumiałe biorąc pod uwagę, jak współczesna urbanistyka doprowadziła do pojawiania się na jednej ulicy ludzi o całkiem innych poglądach i historii. A jeśli społeczeństwo jest od siebie tak mocno różne, to w trakcie recesji odmienność staje się powodem do tworzenia jeszcze większych podziałów.